wtorek, 16 września 2008

wakacje

W zwiazku z setkami maili (tzn. byly dwa, ale to zawsze swiadczy o jakims zainteresowaniu) oswiadczam, ze z przyczyn niezaleznych mam wakacje od wakacji. Czas wolny przeznaczam na rozwoj duchowy oraz interesujace lektury, pomagajace mi zrozumiec sens zycia, wszechswiata i calej reszty.
Niedlugo rusze w dalsza trase i dalej bedzie sie dzialo.


czwartek, 11 września 2008

Hello Himalaya!

AAAA!!! Jaram sie, jaram sie, jaram sie! Zostaje Tybetanczykiem! Bez kitu! Po 9 godzinach jazdy w gore, pokonywaniu zakretow 270 stopni i ogolnie mega wielkiej dawce adrenaliny dotarlem do malego raju! Babcia by pewnie powiedziala, ze Jezuska w serduszku nie mam, ze sie z ta nacja buntownicza zadaje, ale wszem i wobec oswiadczam, ze sa wspaniali i wlasnie siedze w miejscu, ktore zostaje wpisane do mojej osobistej czolowki najlepszych na swiecie.
Dharamsala (w tlumaczeniu luznym schronienie vel miejscowka) to miejsce w ktorym ulokowala sie wiekszosc uchodzcow z okupowanego przez Chiny Tybetu, zakladajac tu swoj rzad, swoje szkoly, restauracje i wszystko inne. Mieszkam sobie 2 minuty od rezydencji Dalaj Lamy, mam z okna widok na jakis lodowiec, na desce mam 20 min do wodospadu, ktory sluzy za prysznic, w gorach wypatruje roznych stworow, ucze lokalne dzieciaki jezdzic i nie wiem zupelnie jak mam sie zebrac, by to miejsce opuscic. Raz jeszcze "Jaram sie!"

Jest jeszcze zylion innych powodow, dla ktorych tak tu fajnie:
1) nikt tu nie probuje sprzedac ci na sile wiadra, wypastowac japonek ani czyscic uszu za kase.
18) ludzie spia w domach, a nie na ulicy.
21) ludzie sie usmiechaja do siebie.
32) przecietny mlody tybetanczyk wyglada jak skrzyzowanie 50 centa z postacia z bijatyki na PS2
45) przecietna mloda tybetanka wyglada jak Chun-Li ze Street Fightera (a to najlepsza postac na swiecie).
46) pierozki momo i thukpa (!!!).
47) wszystkie inne cuda jakie tu potrafia wykonac na patelni.
211) bez problemu mozna kupic piwo.
432) je sie glownie paleczkami.
560) ulice nie przypominaja wysypiska.
985) jest cieplo, ale nie goraco.
4675467) psy wygladaja jak psy a nie jak zombie.
66949464) herbate pija sie tu bez mleka.
77880708) mnisi cwiczacy sztuki walki.
998708799) mlynki modlitewne
zylion) spokoj, spokoj i raz jeszcze spokoj.

mycie zebow z widokiem

szczesliwosc

droga do lazienki

prysznic

stwor gorski

chlopaczki z sasiedztwa

tybetanski rycerz jedi

ulicznie

momo madness

nie wiem, ale zajebiste!

Tak na koniec (jesli w ogole ktos to do konca czyta). Wiem, ze Tybet jest daleko i w ogole, ale jesli masz chwile to poczytaj ( http://www.freetibet.pl/about ), zastanow sie, moze cos zrob, bo jak tu kiedys trafisz tez sie bedziesz jaral tym miejscem!

Bling, bling Armitsar

Po nocy spedzonej na przesiadkach w miejscach, ktorych nazwy nie potrafie nawet wymowic, po monsunowej apokalipsie, ktora przetoczyla sie przez okolice i lokalnych autobusach, ktore mialy byc delux, a byly od tego odlegle mniej wiecej tak bardzo jak ja jestem teraz od Gdyni udalo mi sie dotrzec do Armitsar.
Miasto nie byloby slawne zupelnie z niczego, gdyby nie fakt, ze dawno dawno temu jeden koles postawil tu swiatynie (prawie) cala ze zlota. Stoi takowa otoczona bialym marmurem i swieci sie 24 h na dobe. W ogole Guru Nanak (bo tak tez sie ten zacny czlowiek nazywal) mial swietne pomysly. Tak dla odmiany zalozyl, ze wszyscy ludzie na swiecie sa w porzadku, fajni i w ogole. Spodobalo sie to wielu w porzadku, fajnym i w ogole osobom i tak powstala religia Sikhow, wedlug ktorej kazdemu nalezy sie szacunek, miejscowa do spania i jakas szama. Jest tez sporo pobocznych watkow, takich jak zakaz golenia sie i cinania wlosow przez cale zycie, noszenie turbanu i takie tam, ale generalnie wszystko wypada przyzwoicie i jest stanowczo egzotyczne.
Jako, ze wedlug tej zacne religii kazdemu nalezy sie wyrko (a byla 5 rano), pierwsze co to z takowego skorzystalem, padajac na cyc gladko i odsypiajac trase. Druga sprawa bylo sniadanie, wiec w towarzystwie indyjsko-angielskim udalem sie na sniadanie. Miejsce, w ktorym jada dziennie 40 tysiecy osob(tak wiecej nieco niz ludnosc Sopotu) bez kitu tobi wrazenie.
I (bo wiecej nie ma co pisac), najedzony, wyspany i pod wielkim wrazeniem udalem sie w Himalaje.

bling dzienny

bling nocny

sniadanie

pan porzadkowy

talerzowo

sobota, 6 września 2008

Damn Rajastan!

Czyli podrozy po 120% Indiach ciag dalszy. Smigajac autostradami, drogami i czesto bezdrozami (albo wszystkim naraz, bo drogowo panuje tu chaos totalny), mijalismy krowy, kozy, trojkolowe ciezarowki, motory (najpopularniejszy pojazd dla 4 osobowej rodziny) i pojazdy ciagniete przez bydlo masci wszelakiej.
Pierwszy na trasie byl Udaipur, czyli najpiekniejsze, najbardziej romantyczne... blablabla...niesamowicie urokliwe...blablabla...miasto w Rajastanie, slynace z przepieknego... blablabla...powalajacego...palacu na srodku jeziora. Bylo calkiem spoko, szkoda tylko, ze jezioro wyschlo i co bardziej uparci lokalesi spacery po dnie sobie urzadzaja.
Lekko zawiedzeni, liczac na wieksze atrakcje pedzilismy niestrudzenie w kierunku pustyni. Pan Palczak Kierowca zaproponowal jednak maly przystanek w Jodhpur, kolejnym z kolorowych miast Indii. Tym razem ktos wpadl na pomysl pomalowania wszystkiego w promieniu 5 km na blekitno. Wytrzymalismy tam jedna noc i juz wiemy, ze odbyt szatana ma na pewno kolor jasnoniebieski.
Koniec koncow - dotarlismy na pustynie - i w sumie jak to na pustyni - bylo duzo piasku, kilka wydm, spalismy pod gwiazdami (razem z kozami) podziwialismy galaktyki, ktorych w Polsce nie widac bo albo sa chmury albo szerokosc geograficzna nie taka i odbylismy obowiazkowa przejazdzke na wielbladach vel camelach. Bestyje te przeokrutne, plujace wszedzie dookola i majace ponadprzecietna liczbe kolan sa bezsprzecznie najbardziej niewygodnymi zwierzetami swiata i nigdy wiecej nie chce miec z takowymi nic wspolnego.

Tak na zakonczenie i ku powszechnej informacji - 3 wrzesnia Miro mial urodziny, ktores z kolei i do tego spedzane w Jaislaimerze, wciaz zamieszkanym arabskim forcie niedaleko granicy z Pakistanem. Ciezko odtworzyc przebieg tej uroczystosci, ale wszyscy obecni (w liczbie 3) twierdza, ze byla zacna i przypominala polaczenie gry Prince of Persia z Las Vegas Parano. Niestety, zaladek Mira po tym wieczorze powiedzial stanowcze "nie" i obrazil sie na swiat caly, czego konsekwencja byl chwilowy rozpad brygady i moj samotny wypad w poszukiwaniu Yeti.
Jak snieznego malpiszona zobacze to napisze, ze widzialem. O!

Krajobraz z malpiszczem 2

gdzies tam

koniec swiata

da sie, jest ciezko ale sie da

cieszaca sie duzym powodzeniem restauracja

bestyja z czelusci piekielnych


niedziela, 31 sierpnia 2008

India skate raport - part 1

Czyli co mozna porobic majac deske w kraju dalekim i egzotycznym.
1) Mozna pojsc poszukac miejscowek w Delhi. Wszystko fajnie, marmur jest, spoty tez przyjemne i by bylo naprawde, ale to naprawde super, gdyby nie fakt ze 12 milionow ludzi zamieszkujacych to piekne (albo i nie piekne) miasto postanowilo wyjsc na ulice akurat tego wieczora gdy szlismy jezdzic. Po 21 polowie sie znudzilo i poszli do domu, wiec zostalo tylko ok 6 milionow obywateli, stanowczo blokujacych wszystkie wolne przestrzenie. Trzeba tez uwazac na lokalna policje, jak zobacza kogos z deska to koniecznie chca z nim miec zdjecia, kwestia katowania murkow np. pod budynkiem parlamentu ich zbytnio nie interesuje.


2) Mozna pojezdzic w forcie Amber w Jaipurze - bardzo spoko sprawa, ochroniarze tak sie jaraja deska, ze odganiaja ludzi i generalnie dbaja o perfekcyjny najazd na murki tego XVI w. zamku.

3) Mozna posmigac pomiedzy malpiszonami, legwanami i wielkimi ptaszyskami w parku narodowym Keoladeo.


4)Mozna znalezc marmurowy raj posrodku niczego, gdzies niedaleko Pushkar lake.



5)Patrzec jak lokalesi rozkminiaja dzialanie czegos tak niezmiernie skomplikowanego jak kawalek drewna i cztery kolka.

Mozna pewnie zrobic jeszcze 3556 innych rzeczy, ktore pewnie obadamy, jak sie dowiemy czym sa. Ide na curry. o!

sobota, 30 sierpnia 2008

kolorowosc

Indie to dziwny kraj - pomarancze sa tu zolte, woda brazowa, pustynia zielona, hebata kremowa, miasta rozowe (lub niebieskie) a czerwone swiatlo na drodze to tylko luzna propozycja dla uprzejmych kierowcow, ktorzy mogliby pokusic o zatrzymanie sie przed nim (i tak nigdy tego nie robia) . Generalnie wszystko swieci, blyszczy, miga i jest tak morderczo teczowe, ze osoba z epilepsja zeszlaby najprawdopodobniej w minute 43 sek.
By bylo szybciej, fajniej i w ogole pedzimy wynajeta fura przez Rajastan. Miejsce podobno na 120% indyjskie, wiec wszystkiego jest duzo. Krow jest duzo, malp jest duzo, psow jest duzo, ludzi spiacych na glebie jest duzo i jakby tego bylo malo to nasz driver ma o jeden kciuk za duzo. Na szczescie Taj Mahal jest jedno i to niezaciekawe, do tego nie pozwalaja tam jezdzic na desce. Brak ten wynagrodzil nam festiwal z racji urodzin Kriszny, czyli taki ichniejszy nowy rok. Wszyscy sie jaraja, bawia, robia szopki i pija jogurt z dodatkiem pewnej rosliny z gatunku tych konopnych. Bardzo spoko swieto.
Na dniach pewnie zaciosamy gdzies w pustynna dzicz, wiec netu pewnie nie bedzie, za to beda na pewno obrzydliwe wielblady i opcja na sandboarding, moze byc spoko.
Tymczasem elo!







Swiatynnie


niebiesko


bazarowo


palczak
szopka

prochy Taj Mahalski

czwartek, 21 sierpnia 2008

Rishikesh - relaks bogatego bialasa

Czekac na Mira i Kaske tydzien w Delhi samemu to pomysl mniej wiecej tak samo fajny jak wrzucenie kota do mikrofalowki, wiec czym predzej postanowilem sie przemiescic w jakas spokojniejsza okolice. Wybor padl na Himalaje i poczatek Gangesu(taka duza duza rzeka), miejsce gdzie mozna odnowic swoja karme (czy co tam sie odnawia). Wszystko wygladalo pieknie - kupilem bilet na luksusowy autobus w sam raz dla szastajacego hajsem turysty z dalekiego zachodui udalem sie riksza na dworzec. Jednak gdzies pomiedzy biurem a miejscem odjazdu ulotnila sie klima, telewizja i to co zastalismy (po drodze dolaczyly sie 2 hiszpanki i grupka Zawszefotorobiacych Japonczykow) na miejscu nie nazywalo sie rolercoasterem tylko dlatego, ze Hindusi maja niezle poczucie humoru. 7 h trasy tym wrakiem najpewniej zapewnilo mi wysoka pozycje podczas kolejnych trzech reinkarnacji. Jakby tego bylo malo, Pani Pogoda przypomniala sobie o monsunie i zamienila Rishikesh w super wielka miejscowke do skima. No ale nic - koniec koncow dotarlismy w Himalaje, wielkie gory ktorych zupelnie nie bylo widac, bo byl srodek nocy.
Od rana jednak sytuacja wygladala znacznie lepiej i pojawilo sie pytanie - co mozna robic nad Gangesem? Jesli ktos chcialby sie dorobic wielce interesujacej choroby skory to na pewno sie w nim kapac. Mniej chetnym na zostanie koszmarem dermatologa zostaje zaleganie przy herbie z mega widokami, wodospady, smiganie po lasach, chowanie zarcia przed malpami i generalny chill w swiatyniach i okolicy. Plan zrealizowany na 100%.
Zaraz wpadaja Mironscy, wiec pewnie mini uzupelnianie promilazu i od jutra Delhi skate research.Taaaaaaak!



ulica

Rishikesh skim spot

widok z okna

zajebiscie wielki Shiva nad zajebiscie wielkim

Gangesem wpatruje sie zajebiscie wielkie Himalaje

kolo


krajobraz z malpiszczem